Nowa funkcjonalność! Teraz jednym kliknięciem można wybrać wszystkie produkty promocyjne naraz!
The store will not work correctly when cookies are disabled.
Używamy cookies aby ułatwić korzystanie ze sklepu.Zgodnie z dyrektywą dotyczącą prywatności w sieci, musimy zapytać o Twoją zgodę na zapisywanie plików cookies. Dowiedz się więcej.
Opinie są moderowane przed publikacją. Nie weryfikujemy, czy ich autorzy kupili lub używali produktu.
Recenzje naszych klientów
"Na początku było światło".
Tą parafrazą sławnego cytatu z Ewangelii wg (...)
5 / 5
Jan Hryniewicz
25.03.2010
"Na początku było światło".
Tą parafrazą sławnego cytatu z Ewangelii wg Św. Jana rozpoczyna swój błyskotliwy esej o "Golgocie" Roman Hinke. Chodzi o światło pionowo padające na grupę trzech krzyży na Golgocie na mistycznej rycinie Rembrandta. Zainspirowało ono Franka Martin do napisania jednego z największych, po Pasji Mateuszowej Bacha, muzycznych dzieł pasyjnych w historii. Utwór powstawał powoli w latach 1945-48, a Martin był jeszcze tak obolały i pełen szoku po minionej niedawno wojnie, że po zakończeniu dzieła wyraził życzenie, aby nie było ono prezentowane publicznie lecz przeznaczone do indywidualnej kontemplacji. I tak się w sumie stało: utwór wykonywano rzadko (czemu sprzyjały ogromne trudności wykonawcze spiętrzone przez kompozytora). W swoim dośc długim życiu dotąd słuchałem go 2 razy: raz na żywo w Warszawie pod batutą nieodżałowanego Bohdana Wodiczki, drugi raz w nienajlepszym wykonaniu na Brilliant Classics.
Dzieło składa się z 10 części o równej długości, opisujących chronologicznie Mękę Pańską, a w finale Zmartwychwstanie. Użyte teksty pochodzą z różnych źródeł: liturgii Wielkiego Tygodnia, Ewangelii, Medytacji i "Wyznań" św. Augustyna, psalmów... Warstwa dźwiękowa jest ściśle podporządkowana tekstowi, co przywołuje (nie bez intencji kompozytora) Pasję Mateuszową Bacha. Odwołań do wielkich dzieł Bacha, Handla i Haydna jest tu więcej, ale są one raczej estetycznej lub literackiej natury, bez dosłowności.
Utwór jest trudny, masywny i bardzo przejmujący. Daniel Reuss znany ze swojej wszechstronności i równomiernego rozłożenia sympatii między muzykę dawną a współczesną spisuje się tu znakomicie, dając przejrzystą wykładnię intencji kompozytora. Zaawansowany słuchacz da się łatwo zahipnotyzować tą mistyczną medytacją, i doceni, że tak trudne dzieło można podać w klarownej formie. Soliśći, oba chóry i Estonian National Symphony Orchestra spisują się doskonale i nic nie staje na przeszkodzie Reussowi w zaprezentowaniu swojej wersji dzieła. Swojej - to znaczy jakiej? Muzycznie - oprócz wymienionych wyżej inspiracji, słyszy się tu ducha Debussy\'ego... ale też Cesara Francka i Hectora Berlioza. Estetycznie - jest to mistycyzm z "najwyższej półki"; do tego niebywale przejmujący, przed czym ostrzegam co wrażliwsze osoby.
Jestem pełen uznania dla Harmonia Mundi za tak "offowy" projekt na Wielki Tydzień, i za wspaniały poziom artystyczny i techniczny nagrania. The Independent już zdążył wydać typowo anglelską, krótka lecz nudna recenzję.
Proszę tego nie czytać i zdać się na własna intuicję.
Nagranie najwyższej klasy dla zaawansowanych melomanów.