Pisząc poniższe słowa czuję się zakłopotany. Jestem wielbicielem Edny Stern, a jej album bachowski (...)
2 / 5
Jan Hryniewicz
2.12.2010
Pisząc poniższe słowa czuję się zakłopotany. Jestem wielbicielem Edny Stern, a jej album bachowski wydany w 2009 roku \'Nun Komm der Heiden Heiland\' (ZZT) nie opuszcza mojego odtwarzacza CD: w lutym \'09 można go było posłuchać w każdym porządnym sklepie w Paryżu. I wiele osób kupowało tę wspaniałą płytę, zawierającą zdumiewający, osobisty przekaz wspaniałej pianistki. Album został nagrodzony zasłużonym Diapason d\'Or.
Nic więc dziwnego, że gdy zauważyłem nową płytę Edny Stern - natychmiast się na nią rzuciłem.... I tym głębsze było moje rozczarowanie. Koncerty są grane \'płasko\' i beznamiętnie. Interpretacja jest co najwyżej poprawna. Nawet taki hit, jak Koncert No. 9 brzmi banalnie i wyprany jest z dowcipu. Wierzyć się nie chce, że tak wspaniała artystka podpisała tak \'uczniowski\' album.
No i jeszcze orkiestra... No jasne, nie bądźmy przesadnie wymagający, koncerty Mozarta nie muszą być zawsze grane na dawnych instrumentach. Ale to brzmienie orkietry przypomina urok winyli wytwórni Supraphon z lat 60-tych. Zresztą całość pod względem techniki nagrania pozostawia wiele do życzenia.
Co zatem zrobić? Natychmiast kupić bachowski projekt Edny Stern i poszukać jej albumu z muzyką Schumanna! Może uda się również znaleźć debiutancki album pianistki: \'Chaconne" z 2005 roku (ZZT). Polecane przeze mnie albumy zwalą Was z nóg, a o tym nieszczęsnym wypadku przy pracy szybko zapomnicie.
Edna to solistka. Jej specjalność to Romantyzm (Bach był też w tej konwencji - bliskiej Busoniemu). Jej światem jest intymny pokój, a nie kiepska sala koncertowa z niedobrą orkiestrą.